Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiosenny wiatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiosenny wiatr. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 kwietnia 2012

Torebka i dwie siateczki

Uszyłam torebeczkę w pastelowych różach dla Małej Damy :)). Wykonana jest z nieco grubszej bawełny. Materiał jakby do tego celu stworzony. Torebka jest z podszewką, również bawełnianą. Góra (jak widać na zdjęciu) taka sama wewnątrz jak i na zewnątrz, dół podszewki (tego nie widać na zdjęciu) z białej bawełny. 
Tył torebki jest taki sam jak przód. Na koniec jeszcze trochę ją posłodziłam dodając dwa kwiatki i truskawkowe guziczki. Te elementy dekoracyjne są jednak  tylko z przodu :)).

i kilka szczegółów

Skoro torebka dla Małej Damy :) to dla kogo siateczki? Może dla Małej Gosposi :). Albo po prostu Siateczki z Domkiem.
Siateczki już trochę bardziej pracochłonne. To mi jednak nie przeszkadza bo bardzo lubię przebierać w tych szmatkach wybierając kolory. Wycinać, podklejać i przyszywać aplikacje. Więc cała przyjemność po mojej stronie.
Pierwsza w czerwieniach.

 Wewnętrzna warstwa z białej bawełny. Tyły natomiast  biało- czerwona krateczka.
Druga pomarańczowo - zielona, w kropki.


 Tył pomarańczowy w białe kropeczki. Wewnętrzna warstwa jak u poprzedniczki.
Jeśli komuś moje twory również się podobają i jest zainteresowany zakupem zapraszam na Fairy House tutaj siateczki a tu torebka.

Na koniec jeszcze trochę słodkości. Wielkanocne króliczki w takiej oto postaci.


Nie będę ukrywać, że dekoracja faktycznie trochę pracochłonna :) ale miałam pomocnika :). A po wszystkie szczegóły dotyczące wypieku i dekoracji króliczków zapraszam na wspaniałego bloga kulinarnego Moje wypieki.

Pozdrawiam słonecznie.
Alina

czwartek, 15 marca 2012

Trochę inne poduszki

Między jedną gąską a drugą, między jednym motylkiem a drugim (mogła bym tu wymieniać  i wymieniać  w końcu wiosna i Święta za pasem) uszyłam dwie poduszki. Tak po prostu spontanicznie. Inne niż do tej pory. Mało koloru, ani trochę patchworku. Surowe, retro podusie. Wykonane metodą transferu na płótno
Metoda ta daje ogromnie możliwości. Wystarczy wyszukać odpowiedni motyw w sieci, wydrukować, zaopatrzyć się w odpowiednie preparaty i do dzieła.
Pierwsza z wizerunkiem Merlin Monroe.



Druga z sentencją Alberta Einsteina.



Bardzo mi się podobają. To by było na tyle jeśli chodzi o przyjemności. Teraz biegnę wpuścić trochę więcej słonka do domu tzn. umyć okna.
Na koniec trochę koloru w postaci tegorocznej wiosny w naszym ogrodzie.

Pozdrawiam wszystkich bardzo bardzo słonecznie.
Alina

poniedziałek, 6 lutego 2012

Kury na powitanie

Na przekór niskim temperaturom i temu co za oknem uszyłam kury. Wiosenną dekorację na powitanie. Skoro kury na powitanie to zgodnie z przeznaczeniem chwilowo zagnieździły się w korytarzyku i fajnie pozują do zdjęć. Dlaczego chwilowo? A to dlatego, że te wstawiam na Fairy House i szyję następne.

Kury uszyte są z grubego filcu i mają 63 cm wysokości, średnica podstawy to 17 cm. Także kury bardzo dorodne ;))). Dla stabilności na spodzie (oprócz filcu) jest ukryty krążek grubej tektury i fasola. Wypchanie pozostałej części (całe 60 cm) okazało się nie lada wyzwaniem i wcale nie dlatego, że było trudne ale dlatego, że  przerosło mnie ilościowo. Wata do końca się nie sprawdziła w tej roli  i ostatecznie użyłam  skrawki materiałów pozostałe po wszystkich innych szyciach, które na szczęście skrzętnie zbieram.
I to był bardzo dobry pomysł. To wypełnienie nadaje zdecydowanie stabilności kurom, na tyle, że świetnie sprawdzają się również w roli "przytrzymywacza drzwi".

Nieraz wydaje mi się, że plotkują;)))). Czy nie mam racji? Ciekawe o czym? Wiem. Pewnie o wiośnie, zielonej trawce, kolorowych kwiatkach i ciepełku.
Jeśli komuś kury się spodobały i chciałby choć jedną przygarnąć to zapraszam na Fairy House.
Pozdrawiam wszystkich cieplutko  i życzę miłego tygodnia.

 Alina

sobota, 9 kwietnia 2011

Filcowe literki i .......

Filcowe literki z imionami chłopców uszyłam w tzw. międzyczasie zbierając siły przed rozpoczęciem szycia drugiej narzuty na łóżko dla Bena. Zdecydowanie jednak muszę przyznać, że inspiracją był uroczy blog CubasiAutorka bloga z filcu tworzy przecudnej urody rzeczy. Ja skromnie podpatrzyłam i uszyłam takie.


Jeszcze nie naciągnięte na sznureczek ale tą część pozostawiłam Marci. (Podobno już wiszą na drzwiach pokoju.)

No i jeszcze jedno.
Uwaga teraz będę się chwalić . Dostałam prezent od Marci. Zestaw narzędzi ogrodniczych. Ale jakich:):))))) Spójrzcie.

Prawda, że uroczy.
A swoją drogą to się nazywa intuicja. Stary sekator po nieodpowiednim przechowywaniu w okresie zimowym już nawet na emeryturę się nie nadaje.
Łopatka straciła drewniany trzonek ;)) i żadnym kijem nie można go zastąpić.
A takich ślicznych "grabi" to jeszcze nie miałam i nie widziałam.

Żeby dać upust mojej radości z posiadania tak ślicznych narzędzi odrodniczych
poszłam je przetestować.  Wszystko się sprawdziło na medal.Nacięłam kwiatków i zrobiłam sesje zdjęciową. Jeszcze nigdy nie fotografowałam narzędzi ogrodniczych na stole:))))).

Marciu ślicznie Wam dziękuję.
Pozdrawiam wszystkich i życzę słonecznej niedzieli.

Alina

środa, 4 sierpnia 2010

Naturalnie...


 Chciałam Wam dzisiaj pokazać kilka zdjęć otaczającej mnie przyrody. Ale takiej majowej i czerwcowej bo kto z Was widział kwitnące tulipany albo zielone zboże w sierpniu ;)


Zdjęcia robiłam późną wiosną jak wzpoczywałam z dziećmi u rodziców, ale myślę że takie małe spóźnienie jest dopuszczalne. W końcu nie prezentuje tutaj ośnieżonych choinek w środku lata :)





Przyjemności w oglądaniu!
Pozdrawiam
marta

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Piwonie - Paeonia

Piwonie krzewiaste, zwane są też czasami drzewiastymi, to wspaniałe rośliny, które przywędrowały do nas z północno-zachodnich Chin. Ich kwiaty są wprost zachwycające – i potrafią osiągać średnicę nawet 25 cm. Delikatnie i cudownie przy tym pachną. Mają białą, różową lub purpurową barwę, często z ciemniejszą plamką u podstawy płatków. Ostatnio czytałam nawet, że udało się wyhodować również rarytasy w kolorze żółtym, pomarańczowym, lawendowym i niebieskim.



W ogrodach uprawia się głównie gatunek Paeonia suffruticosa. Jest to długowieczny krzew - na zachodzie Polski rosną okazy liczące nawet 60 lat. Z czasem rośliny mogą osiągnąć ponad 2 m wysokości. W Polsce kwitną w połowie maja, dwa tygodnie przed popularnymi piwoniami bylinowymi. Należy jednak pamiętać, że gdy dni są upalne, kwiaty szybciej przekwitają, lecz za to zdobią je piękne liście i owoce o oryginalnym kształcie. U mnie ze względu na bardzo kiepską pogodę w maju i mocno zacienione miejsce w ogrodzie, piwonie dopiero co rozkwitają. Ochh nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że w końcu się ich doczekałam.

A oto tak wyczekiwane stadia rozkwitu moich bialusieńkich piwoni!!






Pozdrawia cieplutko
Marcia

niedziela, 12 lipca 2009

Moje pierwsze

Podobnie jak Marta, w dzieciństwie czy latach młodości nie przepadałam za wszelkimi pracami ziemnymi. Ogród służył do słodkiego lenistwa w promieniach słońca na zielonej trawce, a kwiatki domowe najlepiej się czuły pod opieką mamy. Ja zawsze albo zapomniałam je podlewać, albo przelałam albo wkurzały mnie kiedy woda leciała mi na głowę bo niezdarnie polałam po liściach. Pamiętam jak podekscytowana mama wracała z miasta z całym olbrzymim worem ziemi, dwoma tuzinami pelargonii i z radością oznajmiała, że zaraz idziemy wsadzać kwiatki do korytek na balkon. Zawsze niemrawo w duchu powiedziałam „jupi”, zakładałam rękawice i poszłam pomagać, zupełnie nieporadnie i niezdarnie, obserwując każdy ruch mamy i powtarzając dokładnie to samo, bo przecież sama się na tym nie znam. Strasznie czułam się zmęczona po takim ciężkim zajęciu i nie mogłam się nadziwić mamie, co takiego ją bawi w przesadzaniu kwiatków. No owszem, ładnie wyglądał balkon z dorodnymi pelargoniami, ale nigdy nie rozumiałam tego corocznego entuzjazmu. Mamo, wybacz proszę ;)
Ale teraz... Fikus ewidentnie od kilku tygodni udowadniał nam, że bardzo się stara uzyskać dobrą formę. Z zabiedzonych kilku łodyżek z paroma listkami w tle stał się dobrze rokującym drzewkiem. Gałązki dotąd uznane za suche i martwe przejawiały nieśmiałe oznaki życia w postaci kilku listków, wszędzie zaczęły pojawiać się nowe listka, starsze nabrały koloru – może po tym jak wytarłam je z kurzu...Usytuowany na parapecie i podlewany systematycznie dochodził do siebie.
No przyznajcie, czyż nie wyglądają zachęcająco?
Więc uznałam, że już czas na awans i małą, żółtą, plastikową doniczkę trzeba zamienić na coś bardziej poważnie wyglądającego. Udaliśmy się więc do sklepu w celu zakupu doniczki do Fikusa i dwóch kwiatków do kuchni bo od czterech miesięcy co rano straszą pustką. Zakupy były trudne, nie obyło się bez zgrzytów, rozlewu krwi i logicznie udowadnianych wywodów, że ten kaktus jest lepszy od tamtego – uwielbiam kiedy Wojtek to robi ;) Kompromis osiągnięty!
Jeden kwiatek wybrany bo ładny

a drugi bo zabiedzony i trzeba go uratować ;)

No nie uwierzycie! Nie mogłam się doczekać kiedy przyjadę do domu, zjem obiad i zabiorę się za przesadzanie kwiatów. Sama nie mogłam w to uwierzyć, aż poprosiłam o uszczypnięcie żeby się przekonać, że nie śnie.
Prawda, że pięknie awansował?
Nie myślałam, że pierwsze rezultaty prac ziemnych potrafią tak zadowolić... nie mogę się napatrzeć na nasze kwiatki :)
Madzia:)