Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filcownik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filcownik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2012

Kury na powitanie

Na przekór niskim temperaturom i temu co za oknem uszyłam kury. Wiosenną dekorację na powitanie. Skoro kury na powitanie to zgodnie z przeznaczeniem chwilowo zagnieździły się w korytarzyku i fajnie pozują do zdjęć. Dlaczego chwilowo? A to dlatego, że te wstawiam na Fairy House i szyję następne.

Kury uszyte są z grubego filcu i mają 63 cm wysokości, średnica podstawy to 17 cm. Także kury bardzo dorodne ;))). Dla stabilności na spodzie (oprócz filcu) jest ukryty krążek grubej tektury i fasola. Wypchanie pozostałej części (całe 60 cm) okazało się nie lada wyzwaniem i wcale nie dlatego, że było trudne ale dlatego, że  przerosło mnie ilościowo. Wata do końca się nie sprawdziła w tej roli  i ostatecznie użyłam  skrawki materiałów pozostałe po wszystkich innych szyciach, które na szczęście skrzętnie zbieram.
I to był bardzo dobry pomysł. To wypełnienie nadaje zdecydowanie stabilności kurom, na tyle, że świetnie sprawdzają się również w roli "przytrzymywacza drzwi".

Nieraz wydaje mi się, że plotkują;)))). Czy nie mam racji? Ciekawe o czym? Wiem. Pewnie o wiośnie, zielonej trawce, kolorowych kwiatkach i ciepełku.
Jeśli komuś kury się spodobały i chciałby choć jedną przygarnąć to zapraszam na Fairy House.
Pozdrawiam wszystkich cieplutko  i życzę miłego tygodnia.

 Alina

wtorek, 17 maja 2011

Zajęcze niespodzianki

Ffffu ile kurzu zapomnienia pokrywa tego bloga! Matko kochana trzeba ponadrabiać zaległości.
Zatem do dzieła!
Były święta. Było ciepło, co z kolei sprzyjało spacerom i poszukiwaniom ukrytych niespodzianek w ogrodzie. Jak wszędzie, u nas również Zając przekicał przez ogród i poukrywał pod różnymi krzaczkami niespodzianki. Największą frajdę z poszukiwań miały oczywiście małe brzdące, które w tym roku zjechały do dziadków na święta. Ale i te starsze "brzdące" znalazły coś dla siebie.
Pokażę Wam z przyjemnością co ja-zając przygotowałam w niespodziankach.
Odświeżyłam, zdmuchnełam kurz zapomnienia z filcownika i powstały (inspiracja tu) samochody klamerki dla dzieci na ich własne dzieła, zdjęcia i cokolwiek im jeszcze się zamarzy.


Dla ich mamy przygotowałam broszkę. Święta były jednak tylko pretekstem, bo zlecenie na białą broszkę filcową zostało złożone jeszcze w grudniu! Zatem długo oczekiwana broszka trafiła w dobre ręce.


A dla Babci ocieplacze na jajka-zajączki. Pod wpływem inspiracji nadchodzących świąt przysiadłam do starego Łucznika i poszyłam. Jestem z nich dumna, głównie dlatego, że małe takie ciężko się szyje, zwłaszcza kiedy brakuje wprawy :) Ale są! Każdy inny i każdy ma swój wymiar - niepowtarzalny, ale to czyni je w końcu jedynymi w swoim rodzaju. Dosłownie i w przenośni ;)


Troszkę spóźniony ten post, bo o świętach już nikt nie pamięta, ale może wspomnienia świątecznego stołu dobrze Was nastroją.

Pozdrawiam cieplutko
madzia :)

sobota, 9 kwietnia 2011

Filcowe literki i .......

Filcowe literki z imionami chłopców uszyłam w tzw. międzyczasie zbierając siły przed rozpoczęciem szycia drugiej narzuty na łóżko dla Bena. Zdecydowanie jednak muszę przyznać, że inspiracją był uroczy blog CubasiAutorka bloga z filcu tworzy przecudnej urody rzeczy. Ja skromnie podpatrzyłam i uszyłam takie.


Jeszcze nie naciągnięte na sznureczek ale tą część pozostawiłam Marci. (Podobno już wiszą na drzwiach pokoju.)

No i jeszcze jedno.
Uwaga teraz będę się chwalić . Dostałam prezent od Marci. Zestaw narzędzi ogrodniczych. Ale jakich:):))))) Spójrzcie.

Prawda, że uroczy.
A swoją drogą to się nazywa intuicja. Stary sekator po nieodpowiednim przechowywaniu w okresie zimowym już nawet na emeryturę się nie nadaje.
Łopatka straciła drewniany trzonek ;)) i żadnym kijem nie można go zastąpić.
A takich ślicznych "grabi" to jeszcze nie miałam i nie widziałam.

Żeby dać upust mojej radości z posiadania tak ślicznych narzędzi odrodniczych
poszłam je przetestować.  Wszystko się sprawdziło na medal.Nacięłam kwiatków i zrobiłam sesje zdjęciową. Jeszcze nigdy nie fotografowałam narzędzi ogrodniczych na stole:))))).

Marciu ślicznie Wam dziękuję.
Pozdrawiam wszystkich i życzę słonecznej niedzieli.

Alina

piątek, 11 marca 2011

Nagroda wędruje do...

...do zainspirowanej
gratuluje :) mam nadzieję, że będzie wdzięcznie podkreślać Twoje kobiece walory :)
Proszę o adres, na który wysłać mam broszkę.


Gorąco pozdrawiam
madzia:)

wtorek, 1 marca 2011

Wełna w dłoń!

Na zewnątrz tak zimno, człowiek czubka nosa nie wystawi,więc czymś trzeba się zająć. Tym razem to filcowanie, choć nie tylko, zajmuje zimowe popołudnia. Gdyby jeszcze tylko ręce tak bardzo nie marzły przy tych robótkach, to wszystko byłoby super. A tak zawsze po skończeniu filcowania, ręce mam tak zgrabiałe jakbym odśnieżała chodnik przed domem bez szufli, zmiotki i rękawiczek.
Kilka broszek pojawiło się na moim koncie. Jedne zagościły w garderobach wspaniałych kobiet :) inne wciąż czekają na swoje właścicielki, jeszcze inne czekają na mnie... aż je dokończę.


Turkusowy kwiat powędrował do mamy


Czerwona, w komplecie z kolczykami stała się prezentem w dniu 18-stych urodzin kuzynki wkraczającej na drogę dorosłości.


Ta mała różowo fioletowa jeszcze szuka jakiegoś sweterka - swojego miejsca na tej ziemi.


Ta turkusowa jest nagrodą dla jednej z Was. To nie Candy, nie będzie losowania, nie trzeba umieszczać zdjęcia na blogu. Jeśli chcecie, napiszcie ;) Wyboru dokonam za 10 dni. 10.03.2011.
Miłej zabawy!

Pozdrawiam z kubikiem kakao w mroźne popołudnie
madzia :)

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Świątecznie-nastrojowo

Przygotowania do Świąt ruszyły już jakiś czas temu. Nawet jestem skłonna stwierdzić, że w tym roku wyjątkowo wcześnie. A to głównie za sprawą wyjątkowo dużej ilość przedmiotów w decu do przygotowania. Niestety wszystkim co przygotowałam nie mogę się pochwalić (a szkoda) bo są to oczywiście prezenty pod choinkę dla bliskich. Jestem pewna jednak, że po Świętach relacja fotograficzna będzie. Pochwalę się, jednak trochę, dekoracjami w czterech ścianach domku, bo te na zewnątrz jeszcze daleko w polu ;)).
Dominuje (przynajmniej na razie) zdecydowanie kolor czerwony.
Kominek wieczorową porą z cudowną parką reniferów, uszytymi własnoręcznie, filcowymi ozdobami i "zgaszarką" do świeczek, którą dostałam od Mikołaja-Marci. Zawsze o czymś takim marzyłam więc bardzo Ci córeńko dziękuję. Mikołaj - Madzia też dotarł na czas. Obdarował mnie śliczną b......
Madziu tobie też ślicznie dziękuję. Ale nic więcej nie napiszę i nie pokaże bo obiecałaś, że zrobisz to sama więc czekamy.




Kuchenne słoiczki na orzechy, migdały, suszone owoce itd. też dostały świąteczne "koszulki". Na ścianie obok "farmy":))) kaczek, które nigdy (bez względu na porę roku, czy święta) nie opuszczają tego miejsca, powiesiłam też filcowe serducha ozdobione śnieżynką. Owe serducha i mikołajowe buty zawisły również w jednym kuchennym oknie. Zdjęcie jednak jest beznadziejne, bo nie dość, że na oknie to jeszcze szaro-buro za oknem i nie pokażę.




Słoiczki na herbaty z kolei w zielonej dekoracji.



Następny kuchenny kącik z dekoracją też zdecydowanie czerwoną to blat łączący albo dzielący kuchnie z pokojem.


No i jeszcze jedno. Zrobiłam bileciki do prezentów. Przyznaję się, że tak trochę z duszą na ramieniu to czynię, bo w tym "team'ie" to zdecydowanie Marci domena. Ma ku temu wszelkie predyspozycje. Jest niesłychanie dokładna ma anielską cierpliwość i zręczne paluszki, głowę pełną pomysłów no i pełen kufer wszystkiego co niezbędne - nożyczki, dziurkacze, stempelki i inne cuda-wianki. Jedyne co się nie zadomowiło w tym kufrze to wolny czas. Dlatego postanowiłam ją nie obciążać już tym i sama poczyniłam pierwsze kroki.  Porównanie z tym co robi Marcia wypadło by zdecydowanie na moją nie korzyść, więc tego nie robię. Ale pokażę co wyszło.


Pisząc tego posta wymyśliłam, że są dwie rzeczy z decu, które mogę pokazać. Te osoby z pewnością tu nie zaglądają:)). Pierwsza to herbaciarka. Dla miłośników herbaty ma się rozumieć. Miała  być "daleko-wschodnia". Myślę, że się spodoba.


 
Druga rzecz to wieszaczek - prezent urodzinowy dla małego chłopca.



Pozdrawiam, wszystkich zaglądających tu, cieplutko.


Alina

czwartek, 2 grudnia 2010

Filcowe ozdoby.

 Jednym słowem zaszalałam. Tak, po prostu. Szyję, szyję i jeszcze raz szyję. Tym razem jednak w 100% ręcznie.
Wcześniejsze prace wykonałam prawie wyłącznie na maszynie . Ale nie jest to wcale takie łatwe. Zszywanie tych małych rzeczy na maszynie graniczy z cudem, (no może trochę przesadziłam) na pewno nie jest proste. Potem przewracanie na drugą stronę, wypychanie środka przez malutki otwór... i co? Okazuje się, że szewek puścił i to w kilku miejscach! Ostatecznie i tak trzeba było wziąć igłę do ręki i szyć. Być może to kwestia materiału. Może z lnem czy bawełną nie ma tego problemu. Może to też kwestia kształtu czy wielkości pracy. W końcu tyle prac powstaje i nikt się nie skarży a wiele z nich z pewnością szyta jest na maszynie.
Pewnie, że efekt końcowy zawsze wszystko wynagradza ale skoro można prościej i jeszcze mieć z tego nieco więcej przyjemności, to dlaczego nie.
Zaopatrzyłam się w mulinę i filc. Wzięłam igłę do ręki i uszyłam.  A teraz spójrzcie co powstało.
Mikołajowe buty


Filcowe serduszka


Filc jeszcze był, ale zabrakło białej muliny. To dopiero tragedia ;);). A do najbliższego  sklepu 12 km. Uff znalazłam czerwoną mulinę. Szyję dalej.


 Jest biała mulina. Huuura, huuuura.


Muliny było dużo, więc powstały 3 czerwone serca w rozmiarze XXL. Ilość nie jest zupełnie przypadkowa :):)


Ostatecznie uzbierało się tego całkiem sporo. Buty już się rozgościły na kominku. Serduszka pozowały (też tylko częściowo) do zdjęcia grupowego. Wszystkiego razem jest 49 szt.


Żeby przyjemnie mijał czas podczas szycia w tzw. między czasie upiekłam "Mufiny cytrynowe z ...". Są pyszne. Polecam!
Przepis tutaj . Prawie zgodny z oryginałem. Wyjątek stanowią maliny , które ja zastąpiłam mrożonymi jeżynami i dlatego nie dokończyłam nazwy.


Pozdrawiam cieplutko wszystkich odwiedzających to miejsce .

Zapraszam na Candy Mikołajkowe

Alina

środa, 17 listopada 2010

Buciki urodzinowe

Postanowiłam sobie: uszyję dzieciom kapcie!


Długo się zbierałam, długo myślałam, długo przygotowywałam mentalnie i fizycznie. Aż w końcu: stanowisko do pracy skompletowane, pomysł ukształtował się w głowie, filc kupiony, wymyślony sposób na podeszwy i  okazja też się pojawiła - zbliżały się urodziny chłopców!
Nie było już odwrotu. Nawet lekarz posłał mnie na chorobowe, cobym miała więcej czasu na podjęcie wyzwania. No więc do pracy! Wydrukowałam szablony, pochwyciłam filc, jeż igłowy też przyszedł z pomocą, igła z nitką w ręce aż się paliły do pracy, nożyczki cięły wszystko co znalazło się w ich pobliżu. Zdobyłam się na wysiłek i robiłam co mogłam żeby zapanować nad tym bałaganem.


A bilans tego taki:
kilka złamanych igieł do maszyny, setki pruć złych szwów, obolałe palce, zesztywniały kark, kilka nieprzespanych nocy przy maszynie, kilkanaście dni wytężonych myśli ukierunkowanych na buciki dla chłopców. Nie jadłam, nie piłam, nie mówiłam o niczym innym, tylko szyłam, prułam i znowu szyłam.
Efekt tego same oceńcie.

Nadszedł wielki dzień! Chłopcy wystrojeni, wszyscy goście przyjechali, stół zastawiony, torty ze świeczkami gotowe do dmuchania. 


Jubilaci wycałowani, życzenia złożone,można otwierać preeeezentyyyyy :)


Wszelkie wysiłki warte były podjęcia, każda minuta zmęczenia została wynagrodzona kiedy tylko zobaczyłam  te kochane, rozpromienione buzie :)


Całusy równie gorące dla wszystkich
madzia :)