Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karto-Kartecznik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karto-Kartecznik. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 maja 2011

Bielenie "starego drewna" i nie tylko.

Wspomniane "stare drewno", czyli śliczna skrzynka, którą dostałam od Marci z taką właśnie przywieszką.
Była już pomalowana popielatą farbą. Ja ją oszlifowałam bo to było konieczne;))) (ale nie z farby) , pobieliłam rozcieńczoną farbą akrylową , polakierowałam i ozdobiłam bawełnianą koroneczką. Będzie na przydasie (koronki, nici itp.). Dzięki Marciu. Jest śliczna.





Jednak zanim została wypełniona wspomnianymi przydasiami posłużyła jeszcze jako element dekoracyjny do następnej "sesji zdjęciowej". Zdjęcia z kolei miały być wykorzystane do przygotowania kartki urodzinowej dla naszej kochanej Madzi. Zdjęć ( jak przystało na "sesję zdjęciową") powstało dużo. Odbyła się wstępna selekcja, potem następna itd. A jaki był finał, popatrzcie.





Ponieważ zdania były podzielone w dalszym ciągu więc wywołałam oba zdjęcia. Z tego stokrotkowego zrobiłam  kartkę a konwaliowe wysłałam jako załącznik.


Wracając jednak do bielenia bo na skrzynce się  nie skończyło. Pod gąbkę poszły stare latarenki, które w pierwotnej wersji były czarne i również stare wiklinowe doniczki. W nowej wersji stanowią wiosenną dekorację wejścia do domu.




Pozdrawiam wszystkich słonecznie.
Alina.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Świątecznie-nastrojowo

Przygotowania do Świąt ruszyły już jakiś czas temu. Nawet jestem skłonna stwierdzić, że w tym roku wyjątkowo wcześnie. A to głównie za sprawą wyjątkowo dużej ilość przedmiotów w decu do przygotowania. Niestety wszystkim co przygotowałam nie mogę się pochwalić (a szkoda) bo są to oczywiście prezenty pod choinkę dla bliskich. Jestem pewna jednak, że po Świętach relacja fotograficzna będzie. Pochwalę się, jednak trochę, dekoracjami w czterech ścianach domku, bo te na zewnątrz jeszcze daleko w polu ;)).
Dominuje (przynajmniej na razie) zdecydowanie kolor czerwony.
Kominek wieczorową porą z cudowną parką reniferów, uszytymi własnoręcznie, filcowymi ozdobami i "zgaszarką" do świeczek, którą dostałam od Mikołaja-Marci. Zawsze o czymś takim marzyłam więc bardzo Ci córeńko dziękuję. Mikołaj - Madzia też dotarł na czas. Obdarował mnie śliczną b......
Madziu tobie też ślicznie dziękuję. Ale nic więcej nie napiszę i nie pokaże bo obiecałaś, że zrobisz to sama więc czekamy.




Kuchenne słoiczki na orzechy, migdały, suszone owoce itd. też dostały świąteczne "koszulki". Na ścianie obok "farmy":))) kaczek, które nigdy (bez względu na porę roku, czy święta) nie opuszczają tego miejsca, powiesiłam też filcowe serducha ozdobione śnieżynką. Owe serducha i mikołajowe buty zawisły również w jednym kuchennym oknie. Zdjęcie jednak jest beznadziejne, bo nie dość, że na oknie to jeszcze szaro-buro za oknem i nie pokażę.




Słoiczki na herbaty z kolei w zielonej dekoracji.



Następny kuchenny kącik z dekoracją też zdecydowanie czerwoną to blat łączący albo dzielący kuchnie z pokojem.


No i jeszcze jedno. Zrobiłam bileciki do prezentów. Przyznaję się, że tak trochę z duszą na ramieniu to czynię, bo w tym "team'ie" to zdecydowanie Marci domena. Ma ku temu wszelkie predyspozycje. Jest niesłychanie dokładna ma anielską cierpliwość i zręczne paluszki, głowę pełną pomysłów no i pełen kufer wszystkiego co niezbędne - nożyczki, dziurkacze, stempelki i inne cuda-wianki. Jedyne co się nie zadomowiło w tym kufrze to wolny czas. Dlatego postanowiłam ją nie obciążać już tym i sama poczyniłam pierwsze kroki.  Porównanie z tym co robi Marcia wypadło by zdecydowanie na moją nie korzyść, więc tego nie robię. Ale pokażę co wyszło.


Pisząc tego posta wymyśliłam, że są dwie rzeczy z decu, które mogę pokazać. Te osoby z pewnością tu nie zaglądają:)). Pierwsza to herbaciarka. Dla miłośników herbaty ma się rozumieć. Miała  być "daleko-wschodnia". Myślę, że się spodoba.


 
Druga rzecz to wieszaczek - prezent urodzinowy dla małego chłopca.



Pozdrawiam, wszystkich zaglądających tu, cieplutko.


Alina

poniedziałek, 30 listopada 2009

Prosty i wdzięczny kalendarz adwentowy

Zwyczaj robienia kalendarzy adwentowych w Niemczech jest bardzo popularny. Takim gotowym 24-dniowym kalendarzem obdarowywuje się dzieci, przyjaciół, męża lub żone a nawet rodziców. Oczywiście można takie cudo kupić gotowe w sklepie za grosze albo i za majątek – z ekologicznego drewna, szykownego materiału lub kolorowego szkła. Ale cała frajda polega przecież na tym aby móc coś własnoręcznie zrobić a ten uśmiech i radość na twarzy obdarowywanej osoby jest najcenniejsza :)



Ja chciałabym Wam pokazać jaki kalendarz udało mi się w tym roku zrobić dla naszego starszego synka Paula a i rodzice znajdą tam co nie co dla siebie.

No to zaczynamy. Krok po kroku dla tych, którzy chcieliby coś takiego również kiedyś stworzyć.

Kartke papieru A4 składamy na pół wzdłuż i w poprzek



Kartke kładziemy w poprzek tak aby sie u góry otwierała
Zaginamy z obu stron dwa trójkąty, tylko do środka kartki



Teraz należy te trójkąty zagiąć do wnetrza kartki. Z obu stron tak samo.


Do środka zaginamy teraz boki kartki. Zarówno z lewej i prawej strony jak i z przodu i z tyłu.



Czynność powtarzymy ponownie do otrzymania takich cienkich pasków.



U góry zaginamy dwa malutkie trójkąty z przodu i z tyłu a u dołu ten trójkąt do góry.



Kolejno trzeba jeszcze zagiąć te zakladki z malutkimi trójkątami do dołu (z przodu i z tyłu) i rozłożyć torebke. Gotowe :)




A tak wygląda gotowy kalendarz. W moim wykonaniu oczywiście.



Mam nadzieję, że opis i zdjęcia są wystarczająco dobre aby Wam prace ułatwić a nie utrudnić.
Przyjemności w tworzeniu!
Pozdrawiam

Marcia

czwartek, 5 listopada 2009

Ben Lukas

Wszystko zaczęło się w środę popołudniu tj. 28.10.09. Miałam już po raz kolejny skurcze, które tym razem naprawdę wydawały się być tymi prawdziwymi skurczami. Zadzwoniłam po moją przyjaciółkę, która miała w tym czasie zająć się naszym starszym synkiem. Ulka przyjechała bardzo szybko, a ja po kapieli w wannie doszłam do wniosku, że to kolejny fałszywy alarm bo skurcze minęły. No ale cóż wypiliśmy kawę zjedliśmy ciacho i poszliśmy na wspólny spacer w nadzieji, że to coś zmieni i przyspieszy. Do wieczora jednak nic się nie zmieniło. Po kolacji położyliśmy Paula spać i nagle wszystko stało sie jasne. Silne skurcze naszły bardzo szybko. Mój mąż zdąrzył jedynie pojechać ponownie po Ulkę i zaraz po tym wsiedliśmy do samochodu i jechaliśmy do szpitala. O 21:30 przekroczyliśmy drzwi szpitala a po kolejnych 2,5h nasz kolejny synek był już na świecie :):):)



Na imię ma Ben Lukas. Urodził się 28.10.2009 roku o 23:58. Ważył 3595g i miał 53 cm. Zresztą bardzo podobnie jak jego brat przed dwoma laty ;)



Wszyscy zdrowi, silni, szczęśliwi i gotowi na nowe wyzwanie jakim jest życie we czworo dnia następnego opuściliśmy szpital i pojechaliśmi do naszego przytulnego mieszkanka aby nacieszyć się sobą na wzajem.

Pozdrawiamy Was bardzo serdecznie
Marcia z Rodziną

piątek, 16 października 2009

Jeszcze tydzień nam został... :)

Ostatnio trochę zaniedbałam to moje blogowanie, podobnie zresztą jak jego współtwórczynie. Tłumaczyć się tu nie ma za wiele z czego. Życie codzienne, nasilające się obowiązki i wielkie przygotowania do przyjścia kolejnego Promyka Słońca na świat :) Ochh tak Moje Drogie, jeszcze tydzień i powinniśmy po raz drugi już zostać dumnymi rodzicami kolejnego cudownego Maleństwa! My się już doczekać nie możemy, podobnie jak przyszli dziadkowie, ciocie i wujkowie ale nasz prawie dwuletni synek jakoś nadal niebardzo może pojąć czemu ta mama się cały czas wielkim brzuchem wymiguje i nie chce go dźwigać jak on ze schodów nie ma ochoty sam zejść i woła namiętnie „mama apa apa!”
W następną niedziele jest ta magiczna data wyliczona przez lekarza. Zobaczymy ile to nasze Maleństwo bedzie kazało jeszcze na siebie czekać!
W tych ostatnich miesiącach za wiele nie próżnowałam, żebyście sobie nie pomyslały :) Mimo rosnącego brzuszka i wymagań mojego synka udało mi się zrobić kilka telegramów ślubnych i zaproszeń.









Poza tym bylo kilka kartek z okazji narodzin dzieci u moich znajomych i zaproszenia na spa i tenisa.




Niestety nie wszystkie udało mi się w czasie sfotografować. Ciężarne mają niestety to do siebie, że nie zawsze na czas o wszystkim potrafią pomyśleć ;) Ochh mówie Wam rozkojarzona jestem ostatnio niesamowicie!

Pozdrawiam Was cieplutko w te wyjątkowo chłodne dni i proszę trzymajcie kciuki za nas!

Marcia :)

środa, 10 czerwca 2009

Alma Mater

Absolutorium – to zwyczajowe stwierdzenie zakończenia studiów wyższych bez uzyskania dyplomu. Absolutorium jako wpis w indeksie, który uzyskuje się po zdaniu wszystkich egzaminów i dokonaniu zaliczeń wymaganych programem studiów. A mimo to dla wielu studentów absolutorium to upragniony koniec studiów i początek samodzielnego życia jak i pracy zawodowej.



W dniu udzielania absolutorium studenci najstarszego rocznika mają okazję po raz ostatni spotkać się z władzami Uczelni i (nie koniecznie lubianymi :)) wykładowcami. Do tradycji uroczystości absolutoryjnych należy zapraszanie przez studentów najbliższej rodziny, opiekunów i przyjaciół. Rokrocznie patrzeć można na wzruszone twarze gości a nawet samych absolwentów i wierzcie mi – jest to przepiękny moment – i okazja do ostatnich pamiątkowych zdjęć. Uroczystość uświetniona jest występem chóru akademickiego, studenci odbierają kartę absolutoryjną oraz pamiątkowe tablo.




Przy tej okazji pożyczmy naszym najblizszym, dzieciom czy znajomym czegoś szczególnego, wyjątkowego czegoś czego już nigdy nie zapomną. W końcu na swój sukces pracowali bardzo długo wyjatkowo zaangażowani , niekiedy przekraczając swoje granice wytrzymałości przy nocnych zakuwaniu do niejednego egzaminu :)



Pozdrawiam serdeczenie wszystkich Absolwentów wszystkich kierunków!
Marcia ;)