wtorek, 27 stycznia 2009

Brako-Czasowiec

Różne "stwory" mnie napadają. Zdarza się, że owładnie mnie Leniuch(ciekawe dlaczego on pierwszy przyszedł mi na myśl) ale też Pracuś, zwłaszcza kiedy mam podły nastrój a mieszkanie woła o sprzątanie. Napada mnie czasem Złośnica, Pasibrzuch i zjadam wszystko co słodkie, Laluś, Dobro-Nastrojowiec, od czasu do czasu ogarnia mnie Nic-Nie-Robowiec. Ale ostatnio zaczaił się w kącie i napada mnie każdego dnia Brako-Czasowiec. Wracam do domu po dość długim dniu pracy i spoglądam na kufer, z którego wylewa się czesanka, do głowy przychodzą wszystkie te pomysły, które zrodziły się poprzednich wieczorów, a których zrealizować nie mogłam. Kolory tęczy migają mi przed oczyma, pojawiają się w myśli nowe wzory, kolejne pomysły. I wtedy właśnie, kiedy już moja muza złączy się z chęcią filcowania nadchodzi On - Brako-Czasowiec!. Kieruje moje oczy na komputer, który milczeniem przypomina o nienaniesionych poprawkach na seminarium, o urwanym w pół słowa artykule, i o tych wszystkich publikacjach, które krzyczą do mnie niezrozumiałym tekstem. Potem karze spojrzeć na kalendarz, który zdaje się zaznaczać na czerwono dzisiejszą datę abym przypadkiem nie przegapiła, że czas ucieka. Przypominam sobie, że jutro od rana do wieczora znowu będę w pracy i tak to się już kończy, czesanka w milczeniu chowa się do kufra, zwijają się igły i rzemyki, w pośpiechu uciekają bigle, siadam przy biurku i kończę seminarium, publikację a wieczorem do poduszki nadrabiam wszystkie zaległości w czytaniu. W ogóle się nie polubiliśmy, nic a nic. Dlatego tym bardziej nie rozumiem dlaczego On wciąż ze mną jest. Istnieje jednak nadzieja, że kiedyś nadejdzie taki dzień, w którym Brako-Czasowiec znudzi się moją osobą i opuści mnie... wtedy uważajcie, On nie lubi być sam ;)
A w chwilach kiedy udało mi się wyrwać spod władzy tego okrutnika powstało to:

4 komentarze:

joanna pisze...

Witaj, pięknie nazwałaś swego bloga :))

A Brako-Czasowiec grasuje wszędzie! U mnie też bywa ;))
Masz słodkiego misiaczka-wnusia, zazdroszczę, bo już bym chciała być babcią (syn ma 21 lat, więc jeszcze troszkę poczekam :))
Tworzysz piękne rzeczy :)
Pozdrawiam serdecznie

llooka pisze...

Ta broszka szaro-wrzosowa jest śliczna, w moich kolorach. A pierwsza przypomina mi sałatkę z pomidora i mozzarelli z bazylią, to plus, bo ją uwielbiam. Ciekawie się zapowiada Twój blog. Pozdrawiam serdecznie!

Pachnidło pisze...

A dziękuję Wam bardzo :)to bardzo motywujące kiedy komuś jeszcze podobają się moje wyroby:)

Joanno, cieszę się, że nie jestem osamotniona w walce z Brako-Czasowcem ;) Trzymaj się dzielnie i nie daj mu się ;)

llooka, no żeby sałatka z pomidora i mozzarelli kojarzyła Ci się z moją broszką... no wiesz! ale lepsze to niż jakieś Święto Narodowe, bo że niby barwy takie narodowe... ech zupełnie nie rozumiem... ;)
Pozdrawiam gorąco :)

zainspirowana pisze...

jejku! naucz mnie robić takie kwiatki! proooooszę :D

chociaż chwilowo marzą mi się takie tulipanki z filcu... ale nie wiem jak je zrobić :(

zakochałam się w tych kwiatkach!