poniedziałek, 23 stycznia 2012

W wełnę zaplątana...

Powróciłam! Niczym córka marnotrawna ;)
Długo nic nie pisałam i pewnie można mnożyc powody, dla których okryłam się ciszą i ani słowem się nie odzywałam, ale nie będę tego robiła bo zaraz usłyszę od mamy i starszej siostry, że mam nie wymyślać. Więc nie będę wymyślała, tylko od razu zaprezentuję nowości, które jeszcze przed świętami wyszły spod moich rąk.


Prezenty dla mamy i siostry. Potrzebne jest szydełko nr 4, 7 sztuk motków włóczki (ja robiłam z YarnArt) z jednego koloru, duży drewniny guzik i... dużo wolnego czasu.
A w pełnej okazałości wygląda to tak:


Kamizelki na bazie koła, muszę przyznać, że nie jestem wprawną dziergaczką więc wspomagałam się wzorcem. Na początku mnie to przerażało, ale trzeba przyznać, że jak się zacznie to nie można skończyć, a wełny wciąż ubywa.
Rudy dla mamy, niebieski dla siostry. Dla siostry kamizelka gotowa była już we wrześniu, dla mamy robiłam na ostatnią chwilę, do godziny 3 nad ranem w przeddzień wigilii. A to wszytko dzięki przesyłkom dostarczanym "na czas" przez naszą pocztę.




Mama chciała butelkową zieleń, niestety taki kolor wełny nie był w zasięgu moich łapek, a muszę przyznać, że daleko sięgałam ;) Mam jednak nadzieję, że rudy też pasuje.

Kamizelka spodobała się również babci (mamie mamy), więc następne noce z szydełkiem w ręku. Tak naprawdę to bardzo się cieszę, powstawanie tych dwóch sprawiło mi dużo radości, a widzieć trzy pokolenia w moim rękodziele - bezcenne :)
Ciekawe tylko kiedy ja się takowej doczekam ;) chyba poproszę mamę żeby mi zrobiła ;)

Pozdrawiam was dziewczyny cieplutko :)
madzia :)

1 komentarz:

Joanna pisze...

Zgadzam się, bezcenne :)
Kamizelki są fantastyczne!